Celne i bezpieczne lądowania mimo kiepskiej pogody

Pogoda nie była łaskawa, ale wygrał duch rywalizacji i lotnicza pasja. W sobotę i niedzielę (11, 12.11) na lotnisku w Rudnikach rozegrano zawody na celność lądowań. Kilkudziesięciu pilotów postanowiło na sportowo zakończyć tegoroczny sezon.

 

Początkowo zawody miały się odbyć jedynie w sobotę. Planowano rozegranie konkurencji lądowań w czterech dyscyplinach: samolotowej, szybowcowej, paralotniowej i spadochronowej. Ostatecznie udało się wystartować w trzech, bo z uwagi na aurę spadochroniarze postanowili zrezygnować ze startów. A i tak zawody trzeba było rozbić na dwa dni, bo silny wiatr w sobotę wykluczał bezpieczne loty na paralotniach.

Pogoda sprawiła, że piloci musieli podwoić koncentrację i sięgnąć wyżyn swoich umiejętności.

Tradycyjnie najbardziej obleganą był konkurencja szybowcowa. 35 zawodników postanowiło sprawdzić się w precyzji lądowań. Raz po raz bocian na przemian z puchaczem wchodziły na wysokość 400 metrów, by po kilku minutach wylądować jak najbliżej pomarańczowej linii.

– W takich warunkach trzeba bacznie obserwować to, co dzieje się w pogodzie. Dziś sporym utrudnienie jest silny wiatr, wiejący w osi lotniska. Musimy przy lądowaniu trzymywać większą niż zwykle prędkość – tłumaczył podczas rozgrywania konkurencji Robert Lara, instruktor szybowcowy w Aeroklubie Częstochowskim.

Najlepiej tego dnia lądował Bartłomiej Bąk. II miejsce zajął Arkadiusz Reguła, a na trzecim uplasował się Aleksander Bugała.

Do lądowań samolotowych przystąpiło 11 zawodników. Dwie Cessny 152 i Diamond DV 20 co kilka minut zataczały koło nad północną częścią lotniska i przy silnym wietrze próbowały dotknąć kołami białej linii wyrysowanej na betonowej powierzchni pasa startowego. Każdy z pilotów miał trzy próby tzw. lądowań normalnych czyli z użyciem klap i gazu. Przyziemienie na linia oznaczało brak punktów karnych. Każde odchylenie od centrum powodowało ich przyznanie. Przy czym niedoloty były dwa razy „droższe” niż przestrzelenie linii centralnej. A lądowanie poza pasem przyziemienia kosztowało zawodnika aż 200 punktów karnych. W warunkach, jakie panowały w Rudnikach w sobotę, nie było to niczym niezwykłym.

Najlepiej poradził sobie Krzysztof Idziak, tuż za nim znalazł się Radosław Regmunt, a trzeci był Daniel Janus.

W sobotę na strat nie zdecydowali się paralotniarze. Długo chodzili po lotnisku, patrzyli w niebo, co chwila na lotniskowy rękaw. Nic z tego bezpieczeństwo jest ważniejsze. Niedziela przyniosła dużo lepszą aurę, więc niebo nad lotniskiem w Rudnikach zrobiło się kolorowe od paralotniowych skrzydeł. No może nie była to frekwencja na miarę pararudnikowej zabawy Rzucamy Orła Cień, ale i tak 7 pilotom, którzy postanowili wystartować należą się słowa uznania za wytrwałość. W konkurencji paralotniowej najlepiej lądował Walter Wojciechowski, który wyprzedził Rafała Wocha i Roberta Worwąga.