Dobra zabawa w dobra pogodę. Za nami ParaRudniki 2018

ParaRudniki 2018 to już historia. Przede wszystkim dopisała pogoda. To po raz kolejny główny punkt programu naszej imprezy. Było słonecznie, gorąco – nie tylko od lotniczych emocji – i przede wszystkim bezpiecznie. Nie licząc trzech kleszczy, z którymi szybko poradzili sobie obecni na naszej imprezie ratownicy.

 

Dwudniowa impreza to przede wszystkim targi lotnictwa lekkiego. W tym roku przyciągnęły ponad 20 wystawców prezentujących sprzęt i akcesoria tzw. małego lotnictwa. Można było podziwiać najnowsze rozwiązania techniczne w budowie napędów paralotniowych, wózków czy skrzydeł. Ale to nie tylko sprzęt służący bezpośrednio do latania. Piloci wychodzili z nowymi kombinezonami w ręce, kaskami czy systemami łączności.

– Większość z nas nie wyobraża sobie kalendarza imprez bez ParaRudnik. To punkt obowiązkowy. Nie ma w Polsce lotniska i obsługujących go ludzi, którzy byliby tak otwarci na pasjonatów lotnictwa. Przyjeżdżamy tu przede wszystkim dla wyjątkowej atmosfery. Kwestie marketingowe, choć ważne, pozostają sprawą drugorzędną – mówi Krzysztof Romicki z firmy Paraelement.

– Dla mnie i mojej firmy z biznesowego punktu widzenia były to najbardziej udane Pararudniki. Do tego nowa formuła eventu – rewelacja. Bo przecież to nie tylko targi, impreza komercyjna, ale duże spotkanie towarzyskie. Wierzę, że formuła lotniczego festynu w kolejnych latach przyciągnie wielu pilotów oczekujących dobrej zabawy i możliwości rekreacyjnego polatania. Przy okazji skorzystają z tego wystawcy – ocenia Rafał Soćko z firmy Pro Fly.

Dla amatorów latania bardziej zaawansowanego i użytkowego – nie ujmując niczego sympatykom kolorowych skrzydeł – przygotowana były szeroka oferta wiatrakowców. Kilka maszyn m.in. włoskiej czy węgierskiej produkcji lśniło w promieniach rudnickiego słońca, budząc ciekawość odwiedzających lotnisko gości.

Ale nie trzeba było mieć licencji pilota, żeby skorzystać z oferty przygotowanej przez naszych wystawców. Kilka firm oferowało na naszej imprezie latawce, latające modele samolotów czy pojazdy służące do zabawy z latawcami.

Choć ParaRudniki to impreza dedykowana głównie środowisku lotniczemu, nie zabrakło atrakcji dla osób, które z tą branżą mają do czynienia jedynie przy okazji podobnych imprez. Organizatorzy zadbali, żeby niebo nad rudnickim lotniskiem stało się areną wydarzeń nie obserwowanych na co dzień nawet przez członków i sympatyków Aeroklubu Częstochowskiego. Bardzo widowiskowym i malowniczym punktem imprezy był pokaz sprawności gaśniczej samolotu Dromader. Ten od wiosny do jesieni stacjonuje na lotnisku w Rudnikach, będąc podrywanym co jakiś czas do gaszenia pożarów w okolicznych lasach. Tym razem z dwoma tonami wody przeleciał kilka metrów nad płytą lotniska wypuszczając malowniczy pióropusz spienionej wody. Żeby było ciekawiej kilkanaście metrów dalej pożarniczemu Dromaderowi towarzyszył samolot akrobacyjny Edge 540 pilotowany przez Łukasza Czepielę. I to była zapowiedź jeszcze większych emocji. Pomalowany w barwy Red Bull’a wyczynowy samolot, już bez towarzystwa, wykonywał nad lotniskiem akrobacje zapierające dech w piersiach. Wszystko to podkreślone było białą smugą świecy dymnej, której skręcony we wszystkie strony ślad jeszcze przez chwilę wyznaczał nienaturalny tor lotu ekstremalnej maszyny. Nasi goście z zadartymi głowami obserwowali także kilkunastominutowy trening lotu synchronicznego śmigłowca Bell 427 pilotowanego przez Marię Muś (pilotka Aeroklubu Częstochowskiego) z towarzystwie wspomnianego Edge’a. Rzecz rzadko obserwowana na polskich lotniskach, widowiskowa i ekscytująca. Była okazja do podziwiania, ale i robienia pamiątkowych zdjęć, z czego obserwujący trening ochoczo korzystali.

Po kilkuminutowym pokazie Łukasz majestatycznie przejechał wzdłuż pasa do kołowania pozdrawiając zebraną tam publiczność. Były oklaski i słowa uznania. Trzeba przyznać, że to był show na wysokim poziomie, ale przecież o to w tym sporcie chodzi.

Do akcji wkroczyły też wiatrakowce. Będąc na ziemi sprawiają wrażenie maszyn służących do spokojnego przemieszczania się w punktu a do punktu b. Ale w rękach wprawnego pilota wchodzą w, wydawałoby się, karkołomne ewolucje. Wszystko jednak pod pełną kontrolą i z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Dźwięk tnących powietrze łopat wirnika na długo pozostaje w uszach obserwujących trening sprawności wiatrakowca. – Podczas treningu maksymalna prędkość dochodzi do 185 km na godzinę, choć przelotowa jest o około 40 km/h niższa – tłumaczy Michał Parkitny, pilot i instruktor wiatrakowcowy. – Minimalna względem ziemi? 0 km/h. Taka figura nazywa się tonięciem, kiedy maszyna wykonuje opadanie na tzw. autorotacji. Ciasne zwroty o 180 stopni, czy talerzyki, czyli latanie w ciasnym kręgu – wiatrakowiec jest bardzo sprawnym statkiem powietrznym – dodaje Parkitny. Jak tłumaczy na ParaRudnikach nie mogło go zabraknąć, bo to okazja do spotkań z podobnymi jemu pasjonatami i sposobność do promocji lotnictwa.

ParaRudniki to każdego roku raj dla pilotów paralotniowych. Tym razem organizatorzy postanowili w minimalnym stopniu ograniczyć możliwość rekreacyjnego latania na lotniskiem i okolicami. Więc każdy, kto miał na to ochotę, w dowolnej chwili mógł poderwać skrzydło i z góry podziwiać malownicze okolice Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jednym z punktów paralotniowego programu była I Paralotniowa Pielgrzymka. – Początkowo chcieliśmy zorganizować ją na Jasną Górę, ale kwestii technicznych nie udało się dopiąć na czas. Udaliśmy się więc nad sanktuarium św. o. Pio, gdzie zostaliśmy pobłogosławieni przez kustosza tego miejsca. Zrobimy wszystko, żeby w przyszłym roku paralotniarze pielgrzymowali na Jasną Górę – przekonuje Sławomir Deptuła, paralotniarz z Aeroklubu Częstochowskiego.

Tegoroczną nowością były nocne loty na paralotniach. Żeby dodać smaczku przedsięwzięciu ogłoszono konkurs na najładniej oświetlony zestaw. Jego hasło – Rudnickie Świetliki. Tuż po godzinie 22.00, kiedy słonce już zupełnie schowało się za horyzont, do boju o miano najładniej świecącego stanęło kilku pilotów. Fantazyjne oświetlenia z ziemi podziwiali uczestnicy plenerowej biesiady. Zgodnie podkreślali, że było na co popatrzeć. Decyzją specjalnie powołanego na tę okoliczność jury, wygrał Kamil Mańkowski.